*Nagle coś huknęło. Przez okno w spadzistym dachu zakryte drewnianą kratownicą wpadł razem z fragmentami drewna i jakichś materiałów elf. Uderzył o ziemię, jęknął tylko przeciągle i skręcił się z bólu. Po chwili jednak zaczął się ruszać. Próbował wstać.*
Aaa! *Krzyknęła głośno.* Atakują! *Schowała się za Aza. Po czym lekko wyglądała zza jego boku. Przyglądała się owej istocie. Wzrok przeniosła na dach.* Zdaje się że mamy dziurę w dachu.
*Przewrócił się na bok i próbował unieść na jednej ręce. Ręka nie wytrzymała i uderzył bokiem o podłogę. Przekręcił się jeszcze trochę pojękując i spróbował unieść się przy pomocy obydwu rąk.*
*Ktoś pomógł mu wstać. Nie wiedział kto był od uderzenia widział czarne plamy przed oczami. Nie mógł się całkowicie wyprostować bo bolały wszystko go bolało. Krew leciała z rozcięć.* Dziękuję. *Wyszeptał krzywiąc się. Pewnie mam złamane żebro. Pomyślał. Przetarł dłonią twarz.*
Muszę. *Odpowiedział cicho i skrzywił się lekko. Powoli zaczął przesuwać nogi. Po wyrazie twarzy widać było, że poważnie się poobijał. Chodził jednak co znaczyło, że nie połamał kończyn.*
*zmrożył oczy ze złosci*A co tu sie odpitala?!*zaczal prawie wrzeszczec*Ktos ty jest i czego rozwalasz mi tu dach?*rozlozył rece nie wiedziac do konca co teraz ma zrobic, rozne mysli mu po glowie chodzily*