#139132 12.07.2008 15:58:48
*Podróż do siedziby klanu Płonącej Róży, była nadzwyczaj długa i trudna. Góry Kazad-nar okazały się być murem nie do przebycia, wraz z karetą i innymi członkami. Zostawiła ich w pobliskim lesie i sama wyruszyła na misję, która miała uratować jej klan, przynajmniej trzymała przy sobie tą nadzieje. Przez popołudnie, noc i świt pokonywała drogę. Na zmianę popadała w zachwyt od pięknego krajobrazu, za drugim razem w po wątpienie, że nie dojdzie do zamku owego klanu. Zalała ją złość, gdy w wodzie pewnego strumienia się przejrzała. Włosy zmierzwione i potargane, suknia ubrudzona od świeżej trawy i błota. Przecież nie mogła się teraz cofnąć.
Późnym popołudniem, zaczęła dostrzegać z baszty wrośnięte w góry. Rozradowana, wiedząc, że jest u celu swej podróży, zaczęła biec. Wraz z pokonywaną drogą, ukazał jej się monumentalny zamek. Wyglądał niczym twierdza nie do zdobycia. Zbliżyła się do bram i weszła bez większego problemu. Pomyślała, że widocznie, wzięto ją za nowo przybyłą do klanu, cóż na pewno jej wygląd nie świadczył o ty, że przybyła tu w innym celu. Zapytała jednego z wartowników o Komnatę Rady, sądziła, że właśnie tam znajdzie odpowiednie osoby. Wartownik podprowadził ją do pięknie rzeźbionych drzwi. Była zachwycona, wyglądem tejże siedziby. Dostrzec można było, że Płonąca Róża jest poważnym klanem. Przeszła przez próg Komnaty Rady. Ogarnęła wzrokiem całe to pomieszczenie, uśmiechnęła się lekko i nagle spostrzegła, że nie jest sama. Przy stole stała dostojna elfka. Jej urodę można było wyrazić jako żyjące srebro. Zrobiło jej się wstyd, gdy pomyślała, jak musi teraz wyglądać...Niczym maszkara. Ukłoniła się, wyrażając swój szacunek do kobiety i postanowiła wreszcie przemówić.*
- W imię klany Vailannce, z tejże przyczyny, iż przywódczyni w podróż się udała i ja sprawuję pieczę nad nim, z całym szacunkiem chciałabym prosić o powstrzymanie swych wojsk, by z tak dużą częstotliwością nie najeżdżały na naszą siedzibę i skarbiec. Oczywiście rozumiem, że każdy chce coś uzyskać, ale ja zbyt obawiam się o klan mój. Obawiam się, że podupadnie tak, że już mury jego nie powstaną na nowo. Wiem, że Pani, może mnie zrozumieć.
*Stała sztywno, z powagą na twarzy patrzyła na elfkę. Obawiała się następstw tej sytuacji i odpowiedzi.*