*Nie mało minęło czasu, zanim marchewkowe, roztrzepane dziewczę ponownie w progu stanęło. Tym razem ledwo co drzwi sobie kopniakiem otworzyła w łapkach z trudem dzierżąc skrzynkę z butelkami jakimiś, a na niej jej torba spoczywała suwając się to w jedną, to w drugą stronę przy każdym jej korku. Sama Meet z wysiłku stękała ledwo żywa z trudem łapiąc oddech. Jakież to było ciężkie... a na pewno ciężkie dla czegoś tak drobnego i kruchego. Jednak cudem jakimś do szynkwasu dojść zdołała i ostatkiem sił uniosła nieco skrzynkę by z cichym hukiem na blat ją odstawić. Zaraz swym ciałem obok na ladę legła głowę otaczając ramionami i łapczywie starając się w płuca powietrza zaciągnąć, jednak to jakby jej uciekało. Aż kilka dłuższych chwil musiało upłynąć, by oddech jej zdołał nieco się ustabilizować i uspokoić. Wtedy też z lady niechętnie się podniosła i do tyłu wygięła łapkami sięgając do obolałego kręgosłupa, jakby rozmasować go jakoś chciała. To się nie godzi takie ciężary nosić! Prędzej w gacie popuści, niźli zdoła jeszcze raz taką skrzynkę unieść. Praca fizyczna niestety nie dla niej. Wzrokiem powiodła dokoła rozglądając się za kimś, kto resztę rzeczy by do środka wniósł, wszak ona już nic nie udźwignie.*Ej... jest tu kto...?*W przestrzeń rzuciła. Po chwili zdecydowała, dodać coś jeszcze stwierdziwszy, że po tych słowach wszyscy się tu zbiegną, gdziekolwiek by teraz nie byli.*Alkohol przywiozłam!