*Zdyszana stanęła w progu karczmy o framugę się opierając.*Dalej, to to cholera być nie mogło...?*Wysapała próbując złapać oddech. Po lesie chodzić, ratunku. Te wszystkie korzenie(A o każdy po kolei się potykała)zatarte ścieżki, jeszcze zabłądziła po drodze i cudem jedynie tu dotarła. I wyraźnie była tym wszystkim niezadowolona. A bo trudno, by maruda największa z czegokolwiek miała się cieszyć. Gdy w końcu oddech jej się nieco udało wyrównać wczłapała do środka rozglądając się uważnie.*Ale syf...*Mruknęła cicho do siebie a po chwili kichnęła głośno. Takiej ilości kurzu w jednym miejscu nigdy w życiu nie widziała, ale w sumie, to niewiele widziała w swym życiu. Nosek piegowaty potarła dłonią oczęta mrużąc i wznawiając rozglądanie się.*To ja załatwię alkohol...!*Rzuciła po chwili a na twarzyczce jej pojawił się szeroki uśmieszek. Bo co to za karczma bez alkoholu, alkohol najważniejszy.*I wino...*Dodała jeszcze po chwili.*