*Głosy istot w karczmie wyrwały go z błogiego snu. Zmęł przekleństwo pod nosem i odpiął pochwę miecza od pasa. Głowiąc się nad tym jak mógł zasnąć na krześle, z bronią wbijającą się w bok, spojrzał nieprzytomnie na ściany karczmy, jakby chciał żeby ktoś go trzepnął po twarzy. W końcu uświadomił sobie, że nie przywitał się z nikim, co było niezgodne z jego szlacheckim pochodzeniem.* Witajcie* Wstał z krzesła i ruszył do okna mając zamiar otworzyć je, by wpuścić trochę chłodnego powietrza do pomieszczenia*