* Gdy dotarl do karczmy bylo tam juz calkiem przyjemnie. Czuc jeszcze bylo slaby zapach stechlizny, a na podlodze lezaly male kawalki drewna. BYl jednak przyzwyczajony do nieladu, w koncu w kopalni gdzie spedzal mase czasu przyzwyczail sie do tego. Sciagnal plaszcz i oparl sie o sciane pod oknem. Stal tam chwile kiedy jego oczom ukazaly sie stopy schodzacyh po schodach ludzi...*