*Leśnym traktem, wijącym się wokół drzew słychać ciche, przytłumione odgłosy galopującego konia, które z każdą minutą stają się głośniejsze. Po chwili ze ściany drzew wyjeżdża kasztanowy koń, niosący na grzbiecie mężczyznę. Zsiada on z konia, chwyta za uzdę i prowadzi zwierzę do ściany karczmy. Po chwili z lasu wynurzają się czterej rośli gwardziści klanowi. Przy pasie mają ogromne topory bojowe i miecze. Potężne kolczugi zrobione z stali, robią imponujące wrażenie. Radny uśmiecha się sam do siebie.* No chłopcy, od teraz pilnujecie tej oto przepięknej okolicy.*mówi do żołnierzy, a w jego głosie możnaby wyczuć nutkę sarkazmu.